Po terapii chelatowej, wektokardiografii, przyszedł czas opisać prądy selektywne

Na czym polegają prądy selektywne? Przy pomocy aparatu generującego, RZEKOMO wzbudza się lecznicze „prądy selektywne” (na razie 4 rodzaje, ciekawe co dalej) w organizmie PODOBNO przywracające „równowagę” poprzez wpływ na nerwowy układ autonomiczny (inaczej wegetatywny dzielący się na współczulny=sympatyczny i przywspółczulny=parasympatyczny). Prądy selektywne, ta CUDOWNA metoda, jak wmawiają oszuści, w kilka tygodni leczy z wielu chorób przewlekłych – np. nadciśnienia tętniczego, przynosi NIEZMIERNĄ poprawę w miażdżycy kończyn dolnych itp. Oczywiście jest to wierutna bzdura naszpikowana naukowymi terminami z elementami komizmu historycznego w stylu „... już starożytni Chińczycy...”.

W nauce, jaką jest współczesna medycyna, stosuje się zarówno pola magnetyczne, elektromagnetyczne i bezpośrednie przepływy prądu przez tkanki w celach diagnostycznych i leczniczych. Techniki te są bardzo pomocne w rozpoznawaniu wielu zaburzeń i w fizykoterapii głównie w celu uśmierzania różnego rodzaju bólów, ale niewiele poza tym. Oczywiście trwają badania nad nowymi obszarami zastosowania, ale dopiero po udowodnieniu przydatności i bezpieczeństwa nowej metody jest ona wprowadzana do praktyki klinicznej. Nie można zanegować, że przepływ prądu (prądy selektywne) z tych „generatorów selektywnych” może złagodzić niektóre objawy chorobowe, także w efekcie placebo, ale z pewnością prądy selektywne nie mogą wyleczyć schorzenia przewlekłego.

„Prądy selektywne” to kolejny, niezawodny wynalazek wyciągający pieniądze z kieszeni naiwnych. Szarlatani różnej maści (czasami nawet byli lekarze) bezkarnie panoszą się w naszym kraju, zaskakując swoją pomysłowością zarobkowania w warunkach gospodarki wolnorynkowej, w myśl której towar jest tyle wart ile za niego zapłacą. Stosując przeróżne chwyty psychologiczne i wykorzystując niewiedzę, a często i głupotę, obiecują całkowite wyleczenie ze wszystkich możliwych przypadłości przy pomocy swoich bezużytecznych, a czasami nawet szkodliwych praktyk (np. prądy selektywne). Co gorsza środowisko medyczne nie docenia skali problemu i nie podejmuje właściwych działań zaradczych. Wśród oszustów znaleźć można również lekarzy którzy (na szczęście nie jest ich wielu), sfrustrowani niskimi zarobkami i złymi warunkami pracy, podejmują się „praktyk niekonwencjonalnych” (czytaj oszukańczych) w poszukiwaniu łatwego zarobku. Otoczka mistycyzmu, jaką tworzą wokół swoich poczynań, przyciąga ludzi łatwowiernych. Osoby podatne na silną sugestię obietnicy wyzdrowienia przestają właściwie postrzegać rzeczywistość. Często przestają zauważać objawy swojej choroby („wyzdrowiałem!”), przestają zażywać leki i nie przyjmują do wiadomości faktu postępu się choroby i poważnego zagrożenia życia. W tygodniu poprzedzającym napisanie tego artykułu miałem okazję leczyć pacjenta z kolejnym zawałem serca, który od 3 miesięcy nie zażywał  leków i stosował „dietę optymalną”. Całkowicie zignorował objawy przepowiadające zawał, które doskonale znał, a następnie nie przyjął do wiadomości faktu wystąpienia ponownego zawału (ciekawe tylko po co przyszedł do szpitala?).

Dlaczego szarlatani tak butnie sobie poczynają w naszym kraju?

Po pierwsze system ochrony zdrowia nie podejmuje dostatecznych działań w celu ukarania oszustów i edukacji społeczeństwa.

Po drugie są całkowicie bezkarni – nie prowadzą żadnej dokumentacji, nie wydają istotnych dokumentów swoim „pacjentom” i  w razie próby oskarżenia ich o spowodowanie uszczerbku na zdrowiu wszystkiego skutecznie się wypierają.

Po trzecie poziom świadomości sporej części społeczeństwa jest niski, co ułatwia prowadzenie „mistycznych praktyk”. Zadziwiające że, w XXI wieku, erze lotów kosmicznych, komputerów, Internetu i inżynierii genetycznej tak wielu ludzi daje się oszukać na odwieczne chwyty „szamanów”.


Piotr Bręborowicz, 2003-07-20
aktualizacja: 2005-12-09